- A więc gdzie się wybiera panicz Lenny? - Zaśmiał się bardzo ironicznie Foster.
- Tam, gdzie was wszystkich nie będzie. - Byłem wściekły.
- Czyli do swojej ukochanej? Tylko szkoda, że nikt nie wie gdzie pojechała, a chwilę temu przytulała twojego kolegę. - Stwierdził zadowolony Alois.
Faktycznie jechałem szukać Annie, ale do cholery nie wiedziałem, gdzie ona jedzie. Dwójka, a raczej Foster mnie wyśmiała i wsiadła do samochodu, do którego ja miałem wejść. Nie zdziwiłem się, że Annie tak odjechała. Ten parszywy psychol nakłamał wszystkich i Annie wiedziała, że jeśli wyjedzie to jeszcze może nic nie jest stracone. Jednak widzę, że jeśli Ester wierzy w te wszystkie słowa swojego kochasia może być, że przez niego nigdy jej nie zobaczę. Usiadłem na trawie aż nagle zaczął padać deszcz i jakaś dziewczyna podeszła do mnie.
- Przepraszam... Też czekasz na autostopa? - Zapytała nieśmiało dziewczyna.
- Tak też czekam. Jestem Lenny a ty? - Przedstawiłem się.
Finalnie dziewczyna znikła. Mogła to być Annie lub jakaś dziewczyna co się mnie wystraszyła, jednak głos nie wskazywał mi na Annie. Czekałem tutaj chyba trzy godziny, a i tak w końcu jedynie spotkałem Ethana.
- Lenny ja wiem, że... - Nie dokończył Ethan.
- Wiesz, że ona jest dla mnie ważna? Świetnie. Czy tylko ja mam wrażenie, że Foster mydli wszystkim oczy?
- Bo tak jest... Chyba jednak wiedziała, że jeśli wyjedzie to uniknie złości Ester. Ciebie też wywalili na zbity pysk?
- Chyba tak. Nie wiem. Gdy słyszałem wasza kłótnię wybrałem się tutaj... A gdzie twoja siostrzyczka?
- Claire dałem resztę moich oszczędności i wyruszyła do hotelu. Tam prosi o wsparcie dla nas od Północy. Może to żałosne, ale nam pomogą wrócić...
Ethan jednak musi moim zdaniem zostać. To on jako ostatni widział Annie przed całym zamieszaniem... Ku naszemu zdziwieniu zauważyliśmy błąkającą się istotkę wyklinającą się na kaczki. Byłem pewny, że to Annie. Ethan postanowił się upewnić czy to naprawdę ona...
<Ethan?>
piątek, 17 lipca 2015
Ester cd Ethan
Po wyładowaniu całej frustracji na Ethan'ie coś mnie cholernie zaskoczyło, mianowicie ktoś.
Poczułam w jednym momencie jego dotyk, ramiona, które wtulały się w moją talię i usta, które musknęły moje włosy by wyszeptać:
-Jestem z Ciebie dumny.
Gdy przestałam obserwować Foster'a, który nadal stał wtulony we mnie spostrzegłam, że Norton'a już tu nie ma.
-Przejedziemy się gdzieś? -wyszeptał
-Mianowicie? -zapytałam nie przekonana
-Po przechadzać się po najmroczniejszych dzielnicach tego miasta. Co ty na to?
-Daję Ci dwie godziny na zachwycenie mnie od momentu wjazdu do miasta.
-Obiecuję, że Cię nie zawiodę.
Szyby były przyciemniane, nie było szansy by ktoś dostrzegł kierowce, bądź pasażera. W trakcie drogi natknęliśmy się na znajomego "autostopowicza" ...
<Ktoś kto lubi łapać stopa?>
Ethan cd Annie
-Ale czemu? Co się do cholery w tym pokoju stało? -zapytałem
-Po prostu tak trzeba. -przestała mnie tulić, odeszła...
Postanowiłem się nie mieszać póki... nie zobaczyłem wkurzonego Maleństwa.
-Co się stało? -nie wiedzieć czemu, ta sytuacja mnie krępowała
-Co się stało?! Nie chcę widzieć tutaj żadnego aniołka, bo to się potem odbija na moich relacjach z innymi... -była naprawdę wkurzona
-Z kim? -zapytałem mniej pewny siebie
-Connor, Carter... Alois nienawidzą takich jak wy, macie swoje miejsce na ziemi, a ono nie jest tutaj. Rozumiemy się? Wracajcie stamtąd skąd przybyliście. Teraz! Już! -wykrzyczała
Uświadomiłem sobie, że przy kotarze, za plecami tej drobnej istotki stał nasz czarny, ulubiony charakter- Foster. Szczerzył ząbki, widocznie był zadowolony z postawy, którą prezentowała dziewczyna. Wolno do niej podszedł i... nie wierzę!
<Maleństwo?>
-Po prostu tak trzeba. -przestała mnie tulić, odeszła...
Postanowiłem się nie mieszać póki... nie zobaczyłem wkurzonego Maleństwa.
-Co się stało? -nie wiedzieć czemu, ta sytuacja mnie krępowała
-Co się stało?! Nie chcę widzieć tutaj żadnego aniołka, bo to się potem odbija na moich relacjach z innymi... -była naprawdę wkurzona
-Z kim? -zapytałem mniej pewny siebie
-Connor, Carter... Alois nienawidzą takich jak wy, macie swoje miejsce na ziemi, a ono nie jest tutaj. Rozumiemy się? Wracajcie stamtąd skąd przybyliście. Teraz! Już! -wykrzyczała
Uświadomiłem sobie, że przy kotarze, za plecami tej drobnej istotki stał nasz czarny, ulubiony charakter- Foster. Szczerzył ząbki, widocznie był zadowolony z postawy, którą prezentowała dziewczyna. Wolno do niej podszedł i... nie wierzę!
<Maleństwo?>
Annie cd. Ester
Alois podszedł do mnie z ironicznym uśmiechem. Widać było, że znowu namieszał Ester i reszcie. Jednak dla mnie to nie znaczyło aż tak bardzo.
- No i co teraz zrobisz? Nie opłacało się podsłuchiwać. - Uśmiechnął się Foster.
- Spokojnie już ci to z mojej strony nic nie grozi. Ale jeśli kiedykolwiek zabraknie ci chociaż jednego elementu układanki to żałuj to czego zrobiłeś... - Powiedziałam.
Wiedziałam, że Foster uzna to za śmieszne, ale wiem czasami co jest odpowiednie. Szybko, gdy Ester nie było w pokoju spakowałam się częściowo i wyszłam z pokoju. Telefon zostawiłam na miejscu, żeby nikt nie wydzwaniał, a jeśli już chce to niech się troszkę postara. Po cichu zeszłam po schodach, ale po korytarzu krzątał się Ethan.
- Wyjeżdżasz? - Chłopak był zaskoczony.
- Tak wyjeżdżam na pewien czas. Ale nie masz prawa nikomu mówić. Proszę cię, bo pewna osoba może mnie szukać. - Po tych słowach przytuliłam chłopaka i odeszłam w stronę drzwi...
<Ethan?>
- No i co teraz zrobisz? Nie opłacało się podsłuchiwać. - Uśmiechnął się Foster.
- Spokojnie już ci to z mojej strony nic nie grozi. Ale jeśli kiedykolwiek zabraknie ci chociaż jednego elementu układanki to żałuj to czego zrobiłeś... - Powiedziałam.
Wiedziałam, że Foster uzna to za śmieszne, ale wiem czasami co jest odpowiednie. Szybko, gdy Ester nie było w pokoju spakowałam się częściowo i wyszłam z pokoju. Telefon zostawiłam na miejscu, żeby nikt nie wydzwaniał, a jeśli już chce to niech się troszkę postara. Po cichu zeszłam po schodach, ale po korytarzu krzątał się Ethan.
- Wyjeżdżasz? - Chłopak był zaskoczony.
- Tak wyjeżdżam na pewien czas. Ale nie masz prawa nikomu mówić. Proszę cię, bo pewna osoba może mnie szukać. - Po tych słowach przytuliłam chłopaka i odeszłam w stronę drzwi...
<Ethan?>
Ester cd Lenny
Rozmowa z Lennym nic nie wniosła do tematu, nie mogłam mu z resztą ufać. Był dla mnie drobnostką nikim istotnym.
-Skończyłam tę rozmowę możesz już sobie pójść. -chłopak się mnie posłcuhał
Ledwo pozbyłam się jednego, przybył drugi.
Foster delikatnie musknął ręką mój policzek:
-Wszystko w porządku? O czym rozmawialiście?
-Nie domyślasz się?
-Domyślam, ale... chcę usłyszeć teraz co o mnie myślisz moje Ty Maleństwo, moja Ty... Kruszynko. -Uważam, że gdy tak się zachowujesz to jesteś naprawdę uroczy, lecz... to nie zmienia faktu, że jesteś często bardzo wredny, arogancki i się nie słuchasz.
-Nikt Ci nie mówił? -zapytał
-A co miałby mi mówić? -zapytałam faktycznie zaciekawiona
-Że mężczyźni są posłuszni dopiero po ślubie... -uśmiechnął się
-Daj mi spokój, masz tysiące innych.
-No i akurat jedna z takich idzie... -wskazał pewny siebie na Annie
Nie wiem czy chciał mnie w tej chwili zdenerwować, sprowokować mnie, czy też się ze mną droczyć. Jedno jest pewne: nie chcę z nią teraz rozmawiać.
Alois zmierzył w jej kierunku.
<Annie?>
-Skończyłam tę rozmowę możesz już sobie pójść. -chłopak się mnie posłcuhał
Ledwo pozbyłam się jednego, przybył drugi.
Foster delikatnie musknął ręką mój policzek:
-Wszystko w porządku? O czym rozmawialiście?
-Nie domyślasz się?
-Domyślam, ale... chcę usłyszeć teraz co o mnie myślisz moje Ty Maleństwo, moja Ty... Kruszynko. -Uważam, że gdy tak się zachowujesz to jesteś naprawdę uroczy, lecz... to nie zmienia faktu, że jesteś często bardzo wredny, arogancki i się nie słuchasz.
-Nikt Ci nie mówił? -zapytał
-A co miałby mi mówić? -zapytałam faktycznie zaciekawiona
-Że mężczyźni są posłuszni dopiero po ślubie... -uśmiechnął się
-Daj mi spokój, masz tysiące innych.
-No i akurat jedna z takich idzie... -wskazał pewny siebie na Annie
Nie wiem czy chciał mnie w tej chwili zdenerwować, sprowokować mnie, czy też się ze mną droczyć. Jedno jest pewne: nie chcę z nią teraz rozmawiać.
Alois zmierzył w jej kierunku.
<Annie?>
Annie cd. Alois
Dzięki Bogu Ester tutaj weszła. Obok mnie leżał nóż, który Connor szybko zabrał, żeby dziewczyna nie zobaczyła. Alois chciał to zrobić, ale reszta stwierdziła, że lepiej nie. Ledwo uszłam z życiem i to tym razem przez serdecznego gościa o imieniu Lenny.
- Annie stało ci się coś? - Zapytała zszokowana Ester.
- Nie. Gdyby nie ja to raczej Lenny by oberwał. - Byłam wściekła.
Ester wyprowadziła mnie z tej "wesołej gromadki" i zaprowadziła do pokoju. Kazała mi usiąść i opowiadać o tym co się stało gdy jej nie było, żeby mogła lepiej zrozumieć i nakrzyczeć na mnie. Wytłumaczyłam jej wszystko, że praktycznie nic się nie działo oprócz tego, że Lenny wszystko wiedział. Nawet to, że kiedyś byłam w nim zakochana. Ester jednak zbierała myśli. Do drzwi zapukał Ethan i Claire. Prosili mnie na słówko. Nic nie chcieli ode mnie, ale Ethan bardzo nalegał, żebym zagrała z nimi w Monopoly. Zgodziłam się, ale idąc po korytarzu zauważyłam Ester rozmawiającą z Lenny'm...
<Ester?>
Ester cd Lenny
Wiadomość otrzymana od Lenny'go jakoś nadal do mnie nie dochodziła. Alois... Alois był przy mnie niezwykle potulny... Czy to aby na pewno ten sam człowiek, którego znam? Czy zaś Lenny podkoloryzował historię, nadając jej dramatyzmu?
Stałam przed drzwiami, cicho zapukałam. W pokoju na pewno ktoś był, słyszałam szepty.
Drzwi się uchyliły, tak, że było widać jedynie postać w nich stojącą.
-A-Alois? Co się dzieje? -zapytałam aż nazbyt przymilnie usiłując się uśmiechać i nie zdradzać swego zdenerwowania
-Odeślij przyjaciół. Już. Dwa razy prosić nie będę. -jego głos... nie podobał mi się
-Ale... -przerwał mi
-Chcesz być w temacie? -blondyn przeczochrał moje włosy -Wiem, że jesteś dość ciekawska.
Odesłałam ich gestem ręki, nie śpiesząc się zniknęli za zakrętem korytarza.
-Teraz mnie wpuścisz? Alois? -przyglądał mi się
-Ale musisz mi obiecać coś. Cokolwiek by się działo, nie krzycz.
-Coś ty zrobił...?
-Zaufasz mi? -podał mi dłoń, przekroczyłam próg pokoju mając zamknięte oczy- szykowałam się na najgorsze.
Usłyszałam przekręcenie klucza w drzwiach...
<Annie?>
Stałam przed drzwiami, cicho zapukałam. W pokoju na pewno ktoś był, słyszałam szepty.
Drzwi się uchyliły, tak, że było widać jedynie postać w nich stojącą.
-A-Alois? Co się dzieje? -zapytałam aż nazbyt przymilnie usiłując się uśmiechać i nie zdradzać swego zdenerwowania
-Odeślij przyjaciół. Już. Dwa razy prosić nie będę. -jego głos... nie podobał mi się
-Ale... -przerwał mi
-Chcesz być w temacie? -blondyn przeczochrał moje włosy -Wiem, że jesteś dość ciekawska.
Odesłałam ich gestem ręki, nie śpiesząc się zniknęli za zakrętem korytarza.
-Teraz mnie wpuścisz? Alois? -przyglądał mi się
-Ale musisz mi obiecać coś. Cokolwiek by się działo, nie krzycz.
-Coś ty zrobił...?
-Zaufasz mi? -podał mi dłoń, przekroczyłam próg pokoju mając zamknięte oczy- szykowałam się na najgorsze.
Usłyszałam przekręcenie klucza w drzwiach...
<Annie?>
Lenny cd. Alois
Nie wiedziałem co mam zrobić. To był zwyczajny żart, chociaż sądzę, że kryją coś. Jednak ich spojrzenie zmuszało mnie do odpowiedzi...
- No może nas wypuścicie? To był przypadek, a ja sobie tylko spotkałem Annie, która szła. Więc w czym problem? - Zasugerowałem.
- Może w tym, że nie można podsłuchiwać? - Stwierdził Alois.
Widać, że domagali się wyjaśnień. Annie siedziała ze złością na łóżku i czekała aż nas wypuszczą. Alois jednak zamknął drzwi na klucz. Cała czwórka popatrzyła się na Annie. Kiedy jednak Alois podszedł do mnie z nożem lekko przeraziłem się.
- Teraz mogę wyjaśnienia panienko czy twój przyjaciel czy tam chłoptaś ma pożałować? - Popatrzył na Annie, Alois.
- Ja tylko stałam przy drzwiach, bo było mi słabo. I tak dużo nie usłyszałam. Zostawcie go i wypuśćcie. To mnie powinniście zarżnąć... - Stwierdziła z zakłopotaniem Annie.
Zaskoczyła mnie dziewczyna. Chwilę temu chciała mnie zabić, a teraz chce się poświęcić. Connor wyrzucił mnie za drzwi, a ja zszokowany skoczyłem do Ester po pomoc. Kiedy Ester jednak to usłyszała była zaskoczona i skoczyła do Ethana i Claire po dodatkową pomoc. Ethan widocznie bardzo się przejął i pociągnął za sobą swoją siostrę. Chcieliśmy żeby nic nikomu się nie stało...
<Alois?>
- No może nas wypuścicie? To był przypadek, a ja sobie tylko spotkałem Annie, która szła. Więc w czym problem? - Zasugerowałem.
- Może w tym, że nie można podsłuchiwać? - Stwierdził Alois.
Widać, że domagali się wyjaśnień. Annie siedziała ze złością na łóżku i czekała aż nas wypuszczą. Alois jednak zamknął drzwi na klucz. Cała czwórka popatrzyła się na Annie. Kiedy jednak Alois podszedł do mnie z nożem lekko przeraziłem się.
- Teraz mogę wyjaśnienia panienko czy twój przyjaciel czy tam chłoptaś ma pożałować? - Popatrzył na Annie, Alois.
- Ja tylko stałam przy drzwiach, bo było mi słabo. I tak dużo nie usłyszałam. Zostawcie go i wypuśćcie. To mnie powinniście zarżnąć... - Stwierdziła z zakłopotaniem Annie.
Zaskoczyła mnie dziewczyna. Chwilę temu chciała mnie zabić, a teraz chce się poświęcić. Connor wyrzucił mnie za drzwi, a ja zszokowany skoczyłem do Ester po pomoc. Kiedy Ester jednak to usłyszała była zaskoczona i skoczyła do Ethana i Claire po dodatkową pomoc. Ethan widocznie bardzo się przejął i pociągnął za sobą swoją siostrę. Chcieliśmy żeby nic nikomu się nie stało...
<Alois?>
Alois cd Annie
Szczerze mówiąc nie byłem zaskoczony obecnością "panny" Annie pod drzwiami, dlatego wpadłem na pomysł by "sprzedać" jej tanią sensację niby kłótni. Namówiłem pozostałych abyśmy odegrali scenkę i wystraszyli ją- dla zabawy. Jedynie niechętny był Carter, ale każdego da się przekonać, prawda? Owszem.
Usłyszeliśmy podczas naszego teatrzyku głos kogoś, kogo z początku nie poznałem, lecz, gdy całkowicie dotarł do mnie delikatny i irytujący głos- rozpoznałem i jego właściciela. Bez zbędnych uprzedzeń wciągnęliśmy obu do pokoju, rozstawiliśmy po kątach. Chłopak leżał na ziemi przy oknie, zaś dziewczyna została rzucona na łóżko.
Connor z Victor'em siedzieli na przeciwko siebie w fotelach, ja zaś oparłem się o drzwi.
-Co przyniesie wam podsłuchiwanie rozmów ludzi popijających herbatkę po przyjacielsku? -spytałem się niby przyjaźnie -Lenny? Tak się nazywasz? Jak mamy postąpić? Co uważasz w tej chwili za rozsądne? Powinniśmy was wypuścić, czy też ukarać? Hmmm?
<Lenny?>
Usłyszeliśmy podczas naszego teatrzyku głos kogoś, kogo z początku nie poznałem, lecz, gdy całkowicie dotarł do mnie delikatny i irytujący głos- rozpoznałem i jego właściciela. Bez zbędnych uprzedzeń wciągnęliśmy obu do pokoju, rozstawiliśmy po kątach. Chłopak leżał na ziemi przy oknie, zaś dziewczyna została rzucona na łóżko.
Connor z Victor'em siedzieli na przeciwko siebie w fotelach, ja zaś oparłem się o drzwi.
-Co przyniesie wam podsłuchiwanie rozmów ludzi popijających herbatkę po przyjacielsku? -spytałem się niby przyjaźnie -Lenny? Tak się nazywasz? Jak mamy postąpić? Co uważasz w tej chwili za rozsądne? Powinniśmy was wypuścić, czy też ukarać? Hmmm?
<Lenny?>
Annie cd. Ester
Wpadłyśmy do pokoju, gdzie stał Alois i jego współpracownicy. Popatrzyli się na nas dziwnie i nie mogę powiedzieć, że się cieszyli na nasz widok.
- Co wy tu robicie? - Burknął Alois patrząc złym wzrokiem na Ester.
- Eh... Wpadłam na Ester i przypadkiem upadłyśmy tutaj. - Powiedziałam.
Connor i Alois widocznie mieli jakiś plan lub problem, który był bardzo poważny. Alois jednak zaczął krzyczeć na nas, więc wyprowadziłam Ester i niby domknęłam drzwi. Poprosiłam koleżankę aby wróciła do siebie. Ja zaś nasłuchiwałam się rozmowie trzech podejrzanych mi typków. Krzyczeli do siebie, kłócili się jak zawzięci. Chodziło coś o pieniądze i o Lenny'ego ku mojemu zaskoczeniu. Czyżby ten palant Lenny na dodatek wplątał się w kłopoty? Mam nadzieję, że ja nie jestem z niczym powiązana. Nagle zza pleców wyskoczył mi niespodziewanie - Lenny! Spytał się mnie głośno co robię. Puknęłam się w czoło, ale już było za późno. Mężczyźni usłyszeli mnie i chłopaka, więc otworzyli drzwi i wtargali nas siłą do pokoju. Wiedziałam, że jestem skończona jeśli Ester nie uspokoi Alois'a...
- Zabiję cię kiedyś Lenny... - Burknęłam.
<Alois?>
- Co wy tu robicie? - Burknął Alois patrząc złym wzrokiem na Ester.
- Eh... Wpadłam na Ester i przypadkiem upadłyśmy tutaj. - Powiedziałam.
Connor i Alois widocznie mieli jakiś plan lub problem, który był bardzo poważny. Alois jednak zaczął krzyczeć na nas, więc wyprowadziłam Ester i niby domknęłam drzwi. Poprosiłam koleżankę aby wróciła do siebie. Ja zaś nasłuchiwałam się rozmowie trzech podejrzanych mi typków. Krzyczeli do siebie, kłócili się jak zawzięci. Chodziło coś o pieniądze i o Lenny'ego ku mojemu zaskoczeniu. Czyżby ten palant Lenny na dodatek wplątał się w kłopoty? Mam nadzieję, że ja nie jestem z niczym powiązana. Nagle zza pleców wyskoczył mi niespodziewanie - Lenny! Spytał się mnie głośno co robię. Puknęłam się w czoło, ale już było za późno. Mężczyźni usłyszeli mnie i chłopaka, więc otworzyli drzwi i wtargali nas siłą do pokoju. Wiedziałam, że jestem skończona jeśli Ester nie uspokoi Alois'a...
- Zabiję cię kiedyś Lenny... - Burknęłam.
<Alois?>
Ester cd Annie
-Hmmm, czy aby wszystko na pewno u Ciebie w porządku? -dziewczyna mi nie odpowiedziała, wydało mi się, że przebywa całkowicie w innym świecie. Nie byłam pewna czy mogę zawracać jej teraz głowę. Mogłabym wyrwać ją z jakichś głębszych rozmyślań- chwila. Na pewno nie, to tylko Fapian. O czym ona może tak ważnym myśleć? Dam jej czas.
Wyszłam z pokoju uznając rozmowę z Aloisem za ważniejszą, nie wiem co czuję po tak nagle przerwanym przeze mnie wyjeździe. Nie wiem czy nie jest z owego powodu zły, bez humoru. Nic nie wiem. Obeszłam korytarze, hol, bibliotekę, gdy... usłyszałam ciche głosy z pokoju należącego do Connor'a. Podeszłam cicho, starałam się poruszać zgrabnie, być niezauważoną. Drzwi były uchylone jak w podrzędnych kryminałach- przez to po twarzy przebiegł u mnie cień uśmiechu. Widziałam dwie postacie, zaś owy głos należał do postaci numer trzy, którą dostrzegłam dopiero po chwili. Była ona skąpana w mroku i niewyraźna. Mogłam tylko przypuszczać, że w pokoju znaleźli się razem: Connor, Foster i... Victor? Tak, mężczyzna teraz przemówił. Dialog dotyczył polityki. A to nowość?
Nagle deska za mną zakrzypiała:
-Co u licha... -wyszeptałam
Zauważył Annie, która rzuciła mi się w histerii w ramiona... tym samym wpadłyśmy do pokoju przez uchylone drzwi. Mimo, iż zamknęłam oczy, wiedziałam, że ta trójka ludzi bacznie się nam przygląda.
<Annie, nie wymyślaj nic głupiego i chociaż spróbuj wyplątać nas z kłopotów>?
Wyszłam z pokoju uznając rozmowę z Aloisem za ważniejszą, nie wiem co czuję po tak nagle przerwanym przeze mnie wyjeździe. Nie wiem czy nie jest z owego powodu zły, bez humoru. Nic nie wiem. Obeszłam korytarze, hol, bibliotekę, gdy... usłyszałam ciche głosy z pokoju należącego do Connor'a. Podeszłam cicho, starałam się poruszać zgrabnie, być niezauważoną. Drzwi były uchylone jak w podrzędnych kryminałach- przez to po twarzy przebiegł u mnie cień uśmiechu. Widziałam dwie postacie, zaś owy głos należał do postaci numer trzy, którą dostrzegłam dopiero po chwili. Była ona skąpana w mroku i niewyraźna. Mogłam tylko przypuszczać, że w pokoju znaleźli się razem: Connor, Foster i... Victor? Tak, mężczyzna teraz przemówił. Dialog dotyczył polityki. A to nowość?
Nagle deska za mną zakrzypiała:
-Co u licha... -wyszeptałam
Zauważył Annie, która rzuciła mi się w histerii w ramiona... tym samym wpadłyśmy do pokoju przez uchylone drzwi. Mimo, iż zamknęłam oczy, wiedziałam, że ta trójka ludzi bacznie się nam przygląda.
<Annie, nie wymyślaj nic głupiego i chociaż spróbuj wyplątać nas z kłopotów>?
Subskrybuj:
Posty (Atom)