Chłopak szeptał jej coś do ucha aczkolwiek nie dosłyszałam co...zaś na korytarzu siedział na ziemi Alois, oparty o sciane. Zrobiło mi się go szkoda, widziałam, że cierpiał... chwila, czemu?
Usiadłam koło niego, nawet na mnie nie popatrzył... przytuliłam go. Można powiedzieć, że dziwnie to wyglądało, gdyż byłam od niego o wiele mniejsza. Schował się w moich objęciach, zaczęłam gładzić mu włosy ale nie trwało to długo. Złapał mnie za rękę i zsunął ją na plecy. Muszę zapamiętać, że nie lubi, gdy mu się dotyka głowę.
...
Pozostałe dni pobytu Annie w szpitalu mijały, Foster nie zjawiał się tam za często, nie zawracał sobie tym głowy. A ja? To chyba oczywiste, że przychodziłam, dzwoniłam... zawracałam dupę. Nic mnie jednak nie martwiło. Dziewczyna dziś wychodziła z placówki państwowej aczkolwiek jedynie już tylko z bandażem na głowie.
-Co dalej? -zapytałam się jej ciekawie
<Annie?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz